wtorek, 16 kwietnia 2013

Kolaże

Ostatnio strasznie mi się nudzi, wi,ę robie sobie różnego typu kolarze z Justinem Bieberem.
Na dole macie je pokazanie xd







poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Cytat

"Nigdy się nie dowiesz, o ile nie spróbujesz. Jedynym sposobem, żeby się o czymś przekonać, jest przegrana. Bo wystarczy jeden sukces, byś mógł uwarzać się za człowieka sukcesu." - Scooter  Braun

ŚPIEWAĆ DLA PREZYDENTA

Po raz pierwszy poproszono mnie, żebym zaśpiewał dla prezydenta Obamy i jego rodziny podczas koncertu z okazji Świąt Bożego Narodzenia, 23 grudnia 2009 roku. Wykonałem Someday at Christmas Steviego Wondera. To był prawdziwy zaszczyt i jeden z niewielu momentów, kiedy naprawdę zżerała mnie trema. Jeśli obejrzycie nagranie, poznacie to po moich rękach, bo nie miałem pojęcia co znimi zrobić. Byłem jak Will Ferrell w Talladega Nights! Trochę się też martwiłem o swój głos - nadwyrężyłem gardło w czasie trasy i bałem się, że nie będę mógł śpiewać. Dosłownie miałem zakaz mówienia aż do momentu wejścia na scenę.

Wszyscy wiedzą, że jestem osobą mocno wierzącą, więc czułem w sercu, że cokolwiek się wydarzy, Bóg będzie ze mną - i rzeczywiście tak było. Tuż przed tym, jak wkroczyłem na scenę, cała moja trema nagle zniknęła. Wiedziałem, że Bóg wysłuchał moich modlitw i nie opuści mnie w tkakcie występu. Dlatego tamtej nocy czułem się, jakby prezydent nie był jedynym potężnym kolesiem, który mnie wtedy słuchał - czułem się, jakbym spiewał również dla Boga. To się nazywa publiczność! Zero presji!

Mimo to zdarzyło się coś przedziwnego. Kiedy tylko zacząłem śpiewać, usłyszałem, że mój głos brzmi całkiem nieźle. Już wiele razy wykonywałem Someday at Christmas w kościele, więc świetnie znałem tą piosenkę. I chociaż wiedziałem, że lepiej nie nadwyrężać gardła, pod koniec utworu poczułem, że powinienem spróbować wyjątkowo wysokiego dźwięku - i tak zrobiłem. Spróbowałem i udało się - Pan był ze mną! Śpiewanie dla prezydenta było czymś szczególnym, ale spotkanie z nim było jeszcze bardziej wyjątkowe. Wszczyscy ściskali jego dłoń i witali się bardzo formalnie, a ja tylko powiedziałem: "Co tam słychać?" - i podałem mu dłoń jak kumplowi. Całe szczęście uznał, zę to zabawne!

Rodzina prezydenta była chyba zadowolona z występu, bo zaprosili mnie znowu w czasie Wielkanocy w 2010 roku. Poszedłem ze Scooterem, mamą i Kennym Hamiltonem (moim menadżerem i byłym ochroniarzem). Kiedy skończyliśmy szukać jajek wielkanocnych, zapytano nas, czy chcielibyśmy przejść do Gabinetu Owalnego na spotkanie z prezydentem. Musicie przyznać, że to już coś! Kiedy tam poszliśmy, Kenny powiedział prezydentowi, że służył w marynarce wojennej i poprosił o wspólne zdjęcie. Kiedy pozowali, prezydent podziękowal Kenny'emu za służbę dla kraju. Kenny sie dosłownie rozpłakał, wychodząc z pokoju - to były łzy dumy i wdzięczności za słowa prezydenta.

Prezydent Obama to naprawdę fajny koleś i po tamtym dniu zrozumiałem, czemu tak wiele ludzi go ceni.

"Jestem żywym dowodem na to, że marzenia się spełniają. Pracujcie cięszko. Módlcie się. Uwierzcie."

Nowy Jork cz2

O tak, poczułem w powietrzu wyzwanie i miałem zamiar je podjąć, choćby kosztowałi mnie to mnóstwo pracy.

Oczami wyobraźni widziałem nas rzucających wyzwanie całemu światu i wiedziałem, że jeśli uda mi się zapełnić Madison Square Garden, udowodnimy, że mogę wszystko. Dlatego, chociaż nie było łatwo, mieliśmy zamiar tego dokonać.

Ku naszemu zaskoczeniu, dokładnie rok później Scooter przyszedł do mnie z wieścią, że udało nam się sprzedać bilety na amerykańską trasę w dwa dni, a na koncert w Madison Square Garden w 22 minuty.

W pierwszej chwili rzuciłem tylko:
-Że co?

Chociaż tak ciężko na to pracowałem, nadal nie bardzo rozumiałem, co Scooter do mnie mówi. Dlatego zapytałem:
-To dobrze czy źle?

-Mały, to dobrze, naprawdę dobrze. Tylko najlepsi z najlepszych mogą tak szybko zapełnić MSG. Jestem z ciebie dumny.

Choć osiągnęliśmy nasz cel i wyprzedaliśmy bilety na Madison Square Garden, tak naprawdę nigdy nigdy tego nieuczciliśmy - bo to był dopiero pierwszy krok. Teraz musieliśmy stworzyć wspaniały show, który trwale zapisze się w pamięci wielu moich fanów. Po raz pierwszy byłem gwiazdą trasy koncertowej i musiałem udowodnić wszystkim, że stać mnie na to, by mieć własny show. Żeby ludzie chcieli wrócić na następną trasę i następną, i następną. Ta trasa zorganizowała była w równej mierze dla naszych fanów, co dla nas.

Rozpoczęliśmy koncertem w XL Center w Hartford w stanie Connecticut 23 czerwca 2010 roku i zagraliśmy jescze 38 koncertów, zanim trafilismy do Madison Square Garden 31 sierpnia. Jeśli oglądaliście film Never say never, macie całkiem niezłe pojęcie, jak wyglądały tamte dni. A jeśli jescze go nie widzieliście, koniecznie to nadróbcie! To naprawdę swietny sposób, żeby zobaczyć, jak wyglądała trasa - jak wiele radochy sprawia nam przygotowywanie koncertów i spotkania z fanami, ale na nas presja.

Moje gardło kiepsko znosiło tak częste występy i gdy zbliżał się koncert w Nowym Jorku, śpiewałem coraz gorzej. Mniej więcej tydzień przed występem lekarze kazali mi oszczędzać głos między koncertami, inaczej ryzykowałem trwały uszczerbek na zdrowiu. Chociaż nie mogłem mówić, mogłem pisać, więc komunikowałem się z fanami za pośrednictwem Twittera i mojej ekipy, która gadała zamiast mnie.

Rzadko się czegoś boję, ale tamtego wieczoru martwiłem się trochę, że nie będę u szczytu swoich możliwości. Chcę, żeby wszystkie moje koncerty były doskonałe, ale ten w Madison Square Garden miał dla mnie szczególne znaczenie. Wiele zależało od tego koncertu, nawet jeśli tylko ja wiedziałem, jaki był prawdziwy powód.

Chociaz nie byłem w 100% zdrowy, lekarze pozwolili mi na występ. Dlatego wieczorem 31 sierpnia 2010 r.
stanąłem na jednej z najsłynniejszych scen świata i powiedziałem:
-Cotam śłychać w Nowym Jorku? Witajcie w moim świecie. Będziemy się razem świetnie bawić. Przygotowałem dla Was mnóstwo niespodzianek! - Byłem naprawdę podekscytowany, że gram w Madison Square Garden, a do tego przyszło mnóstwo fanów, by wspierać mnie w tak bardzo ważnym punkcie mojej kariery. Chciałem pokazać im show, którego nigdy nie zapomną, więc przyszykowałem kilka nespodzianek, które - miałem nadzieję - zaprą im dech w piersiach.

Na scenie dołączyły do mnie największe gwiazdy, w tym Usher, Boyz II Men, Ludacris, Sean Kingstom, Jaden Smith i Miley Cyrus. Komcert był swietny, a publiczność wspaniała. Tak jak śpiewa Frank Sinatra, "Jeśli dotarłeś tutaj, możesz dotrzeć wszędzie" (If you can make it there, you can make it anywhere). Byłem bardzo dumny, bo przez cały następny o naszym show pisano w nowojorskiej prasie i na blogacj jako o jednym z największych wydarzeń w historii Madison Square Garden. Ludzie byli zachwyceni. Nawet po raz pierwszy zaczęto mnie porównywać do mojego idola Michaela Jacksona. Byłem w siodmym niebie.

W czasie całej trasy zapowiadałem swój kawałek "Never Say Never", dzieląc sie z publicznością moim mottem.
-W Waszym życiu  pojawiają sie chwile, kiedy ktoś okłamie Was, mówiąc, że nie możecie czegoś zrobić. O to co im powiem: "Nigdy nie mów nigdy" (Never Say Never). - Te słowa nigdy nie znaczyły dla mnie. tyle co tamtej nocy. Koncert w Madison Square Garden był jedną z najważniejszych chwil w mojej karierze i nogdy go nie zapomnę.

niedziela, 14 kwietnia 2013

ZAGŁOSUJCIE

Proszę was zagłosujcie na Pauline. Pomóżcie spełnić jej marzenie
ZAGŁOSUJCIE <<TUTAJ>>
To dla mnie i dla niej bardzo ważne.

Nowy Jork cz1

31 sierpnia 2010
Zanim zobaczyłem swój perwszy koncert w Madison Square Garden, nie dokońca zdawałem sobie sprawę, co to znaczy grać na wypełnionej po brzegi legendarnej sali, ale pod koniec dnia zrozumiałem już, że to jedna z najbardziej słynnych sal koncertowych na świecie. Wtedy jeszcze z trudem pojmowałem znaczenie takich chwil, bo byłem bardzo młody i świeży w show-biznesie. Ale kiedy mój menadżer Scooter kazał mi usiąśći wyjaśnił, że grali tutaj The Beatles, Frank Sinatra i Michael Jackson, wreszcie zrozumiałem, że koncert w MSG to ogromne osiągnięcie dla każdego wykonawcy. Jednak wtedy liczyło się dla mnie tylko to, że grała tam Taylor Swift.

Teraz pewnie zastanawiacie się, czemu zwróciłem uwagę akurat na Taylor, skoro przez te wszystkie lata wyatępowało tam tyle artystów. Odpowiedź jest bardzo prosta. To w MSG, w sierpniu 2009, widziałem ją po raz pierwszy na scenie przed pełną salą. Poza tym to wtedy też pierwszy raz byłem na koncercie, gdzie cała reszta fanów wyciągała ręce do góry, by poczuć więż z wykonawcą. Tamtej nocy, gdy obaj staliśmy pośród tłumu, spojrzałem na Scootera i powiedziałem mu:
-Właśnie to chcę robić do końca życia - I zanim zdążył odpowiedział dodałem: - I... chcę tu zagrać przed pełną widownią. Scooter uśmiechnął się i odrzekł:
-Słuchaj, jestem pewien, że kiedyś ci się to uda, ale na razie jesteś na początku kariery i pewnie zajmie ci to kilka lat.

Kilka lat? Żartował czy co?

Ja chciałem tego dokonać w następnym roku. Miałem gdzieś ile będzie mnie to kosztować wysiłku. Taki był mój cel. I naprawdę mi zależało.

Dlatego dla całej reszty koncert w Madison Square Garden był historycznym wydarzeniem - ostatecznym dowodem, że osiągnęliśmy sukces. Ale dla mnie to było zrealizowanie celu - zdaniem wszystkich "niemożliwego" do osiągnięcia przez dzieciaka znanego z klipów na YouTubie, który nie wygral żadnego konkursu talentów, nie grał w zanym serialu ani nie miał żadnych wystarczająco poważnych znajomości.

justinbieber
JESTEM PODESKCYTOWANY!!! MADISON SQUARE GARDEN!!!
13:02 - 31 sierpnia 2010

justinbieber
wszystko zaczyna się układać. Dzisiaj zagram z moimi idolami! MSG, już prawie czas!
16:14 - 31 sierpnia 2010

sobota, 13 kwietnia 2013

Cytat

"Nadal czuję się jak zwykły dzieciak. Czasami jest mi dziwnie, gdy gdzieś idę, a tam czekają na mnie tysiące ludzi, ale nadal powtarzam sobie: Jestem tylko Justinem..."

POCZĄTEK część 2

Ludzie wciąż mnie pytają, jak tego dokonałem. No wiecie jaki jest mój sekretny sposób na sukces. Powtarzam im, żeby nie bali się tego, co ich przeraża albo co wydaje im się zbyt trudne. Bierzcie przykład ze mnie i z zapałem podejmujcie wyzwania, korzystajcie z okazji, a sami zobaczycie, jak szybko zmieni się Wasze życie!

Bez Was, bez moich fanów, daleko bym nie zaszedł. Dzięki Wam robię to, co kocham. Bez Waszego oddania i wsparcia nie byłbym w stanie dalej nagrywać i dzielić się swoją muzyką z całym światem. Gdziekolwiek jestem, cokolwiek robię, próbuję nawiązywać kontakt z jak największą liczbą fanów- a to jest dla mnie najważniejsze.

Zawsze utrzymywałem z Wami bezpośredni kontakt, bo każdy z Was pomaga mi osiągnąć cele, które sobie wyznaczyłem. Nie mam wątpliwości, że wszyscy mieliście wpływ na każdy etap tej szalonej podróży. Kiedy jest mi żle, to Wy mnie pocieszacie. Jest dokładnie tak jak śpiewam w piosence Believe - która mówi o tym jak, wiele zawdzięczam swoim fanom, a każde słowo to szczera prawda. Za pomocą tej książki chciałbym pokazać Wam, jak to wszystko wyglądało z mojej perspektywy i jak pomogliście mi to przetrwać.


Dzielenie się z Wami historią to kolejny jej etap - kolejny rozdział pisany wspólnie z Wami. Lubię o ty opowiadać, bo wtedy mogę pokazać ludziom, że wszystko jest możliwe, o ile tylko wierzą w siebie i w swoje możliwości.


Moja książka opisuje moje życiu w trasie i poza nią. Mam nadzieję, że ta przepustka za scenę Wam się spodoba, bo dzięki niej zerkniecie za kurtynę mojego świata. Naprawdę jestem jednym z największych szczęściarzem na tej planecie, bo każdego dnia budzę się, by robić to co kocham najbardziej - jeździć w trasy, śpiewać i nagrywać muzykę, podrużując na całym świecie. Ale przede wszystkim budzę się codziennie  pełen wdzięczności za to, że jesteście i wierzycie we mnie. Byliście ze mną od początku i nigdy tego nie zapomnę. Dzięki Wam każdego dnia spełniam swoje marzenie.

Zwykłe "dziękuję" nigdy nie będzie wstanie wyrazić tego, jak bardzo Was cenię, ale z całego serca dziękuję Wam za Wasze wsparcie. Róbmy  dalej to, co robimy, a będziemy mogli nadal wspólnie spełniać to marzenie. Uwarzajcie, bo ja dopiero się rozkręcam (I'm Just Getting Started).

JUSTIN 

justinbieber
"Każdy dzień jest kolejną szansą"
-Never Say Never
11:03 - 9 lipca 2011

justinbieber
Jestem taki ja wy i mam nadzieję, że nasza historia pomoże nam  w ten czy inny sposób, tak jak wy pomogliście mnie. dopiero się rozkręcamy.
10:35 - 9 listopada 2010

Small information

Justin napisał dzisiaj na tt
 is on ITUNES and in STORES WORLDWIDE! - SO MUCH LOVE FOR THE FANS...you are always there for me and I will always be there for you. MUCH LOVE. thanks

wtorek, 9 kwietnia 2013

POCZĄTEK część 1

Kiedy byłem mały, nie miałem ambicji zostania gwiazdą. Chciałem być zwykłym dzieciakiem, który roni zwykłe rzeczy. Zacząłem wrzucać filmiki na YouTube'a, kiedy mialem ledwie dwanaście lat, żeby moja rodzina mogła usłyszeć jak śpiewam. Nie sadziłem, że może wykluje się z tego coś wielkiego. Rany, my tylko opublikowaliśmy video, a miesiąc czy dwa pózniej, zupełnie z nikąd, nagle zaczęły je oglądać całe tłumy. Pochodzę z małego kanadyjskiego miasteczka Stratford, liczącego trzydzieści tysięcy mieszkańców, więc to wszystko jest jeszcze większym szaleństwem, niż mogłoby się wydawać. Zawsze myslałem, że zostanę jakimś stolarzem albo może kiedyś założe własną firmę. Gwiazdorstwo w ogóle nie przyszło mi do głowy. Było tak prawdopodobne, jak wizyta na księżycu albo wygrana na loterii. Ale minęło parę lat i jako czternastolatek nie śpiewałem już tylko dla rodziny- słuchał mnie cały świat. Cała reszta to juz historia.
Kiedy pierwszy raz opublikowałem swoje filmiki, nie prosiłem i niczą pomoc. Gdyby tak było, pewnie byśmy z mamą wyjechali z naszego miasteczka do Los Angeles, żeby ktoś mógł mnie odkryć na przesłuchaniach czy catingach. Nigdy w życiu. Nie taką drogę obraliśmy i nie w taki sposób udalo mi się dotrzeć tam, gdzie jestem teraz.
Wielu ludzi mysli, że stałem się gwiazdą z dnia na dzień, ale to nie do końca prawda. Oczywiście minęło dopiero pięć lat, ale spędziłem je, ciężko pracując, a praca ta kosztowała mnie wiele czasu, wyrzeczeń i ciągłego zaangażowania. Poza tym pięć lat z życia osiemnastolatka to naprawdę sporo. Niektórzy myślą, że ta ciężka praca jest, cóż, zbyt ciężka. A ja? A ja nie znam innego życia i wiem, że to najważniejszy składnik przepisu na sukces. Tak bardzo lubię to, co robię, że nie poświęcam wiele czasu na sen. Wolę ciężko pracować, robiąc co do mnie należy, i starać się zostać dokładnie takim wykonawcą jakim chcę być. Chce być w tym, czym się zajmuję- chcę zostać najlepszym piosenkarzem na  swiecie. Żeby to osiągnąć, muszę wciąz starać się być lepszym. Być dobrym dla innych, szanować ich, a przy tym pracować ciężko i wytrwale. Chciałbym zostać takim człowiekiem bez względu na to, czy będę sławny.



"Możesz robić, co tylko zechcesz, o ile się tylko postarasz-spójrz na mnie. Im ciężej pracujesz, tym większe masz szanse na sukces. To dopiero początek."

Biografia

Cześć wszystkim <33
Mama kupiła mi dzisiaj biografie Justina Biebera. Wiem że wiekszośc z was nie ma jej w domu, więc postanowiłam przeisać tą książke na tego bloga żeby każdy mógł ją przeczytać. Zaczynam od teraz ^^

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Avalanna

Hej!
Wiem że dawno nie pisałam , ale nie miałam kompletnie czasu :(


Dzisiaj moją wielką wiarę w Justina umocniły te o to filmy. Płaczę w kółko oglądając te filmy : (
Z Avalon którą Justin nazwał swoją "She is Msr. Bieber"  :((  Nazywał ją swoją małą żoną.
Avalon zmarła w tamtym roku , Justin bardzo to przeżył ... .

Pogrzeb Avalon ...
Tutaj video z koncertu BELIEVE ... dziewczynka już nie żyła ..

Nie istnieją powody do Hejtowania Justina on jest człowiekiem jak my wszyscy! Ma wielkie serce!!

piątek, 5 kwietnia 2013

Germany

Hej kochani mam dla was informacje na temat...... zgadnijcie kogo xd
Tak Justina Biebera.
Dzisiaj Justin jest w Niemczech. ^^
Na dole macie zdjęcie Justina z fankami
Wydaje mi się czy Justin użył samoopalacza? XD
Zdjecia zaczerpnięte z <TEJ> strony